Bajkał 2008

“Możesz utracić w życiu wszystko, ale nikt nie zabierze ci tego, co w życiu przeżyłeś i zobaczyłeś”

  • O nas

    Jesteśmy studentami i absolwentami Uniwersytetu Warszawskiego, różnych wydziałów i kierunków, a poza tym członkami Studenckiego Klubu Górskiego. Więcej informacji w dziale "Uczestnicy":)

  • Wyprawa w skrócie

    Miejsce: Warszawa - Brześć - Moskwa - Bajkał, i z powrotem
    Czas: 05.07 - 03.08
    Oczywiście więcej w dziale "Plan wyprawy".

  • Archiwum:

  • Kategorie

  • statystyka
21
lipca 2008
Jak zostac pastuchem w 5 minut, czyli zejscie z Chamar Dabanu
Wpisane w kategorii Bez kategorii przez Tomek Weksej o 9:33 |

Siedzimy wlasnie w kafejce w Ulan Ude, niestety nie mamy mozliwosci umieszczenia zdjec. Dlatego bedzie tylko sucha opowiesc;)

Przedwczoraj zakonczylismy trekkingowa czesc naszego wyjazdu. Historia zatoczyla pelne kolo, bo wrocilismy do Sludianki, z ktorej zaczynalismy, spalismy dokladnie w tym samym miejscu co pierwszego dnia, a rano robiac zakupy w miejscowym sklepie spotkalismy tych samych Polakow z ktorymi jechalismy Koleja Transsyberyjska.

Z jednym malym wyjatkiem - tym razem gdy wstalismy, okazalo sie, ze miejsce naszego noclegu to po prostu wielkie pastwisko. Na szczescie miejscowy pastuch nie mial do nas zadnych pretensji o czasowe zagospodarowanie jego terenu, co wiecej, od razu stwierdzil, ze drewno na opal, ktorego uzywamy, jest miernej jakosci i zaczal przynosic nam “lepsze”. Szybko sie wiec zaprzyjaznilismy z Pietrucha, jak kazal na siebie mowic pastuch. Po chwili jednak zdecydowal sie wykorzystac tak szybko nawiazana znajomosc i spytal sie, czy zajmiemy sie krowami przez dwie godziny, bo on w tym czasie musi isc do sklepu. Na nasze pytanie “na czym polega zajmowanie sie krowami”, Pietrucha machnal reka i westchnal “one i tak tylko leza”.

A pozniej Madziara z Jankiem biegali po calym pastwisku i zaganiali rozpiechrzajace sie krowy.

No ale wrocmy kilka dni wczesniej, do samego trekkingu. Juz pierwszego dnia spotkalismy na szlaku dwojke studentow z Warszawy. Co za czasy - kiedys Polakow sila tu wywozili, a teraz sami sie pchaja na Syberie. Agnieszka i Tomek planowali co prawda przejsc nieco wiecej tamtego dnia, ale po spotkaniu nas z rozbitymi namiotami zdecydowali sie rowniez zostac. No ale zaraz potem rozpadal sie deszcz i tyle bylo z naszego spotkania.

Deszcz towarzyszyl nam jeszcze nastepnego dnia. Ale wystarczylo, zebysmy wyszli na polozone wyzej, poloninne tereny i wszystko sie zmienilo. Po zdobyciu Piku Czerskiego, przez kilka nastepnych dni wedrowalismy duzo powyzej granicy lasu i napawalismy sie niesamowitymi widokami - gdzie nie spojrzec, w kazda strone po horyzont gory, a w oddali zza niektorych wylanial sie Bajkal. Na razie mozemy tylko, wzorem radiowych komentatorow sportowych, powiedziec “szkoda, ze Panstwo tego nie widzieli!”, ale jak trafimy do jakiejs lepszej kafejki to pokazemy co nieco.

O komarach nie ma co wiecej pisac, bo jedna z poprzednich notek wyczerpala temat. Tak wiec byly, i tyle.

A dzis juz drugi dzien regenerujemy sie w Ulan Ude. Poznalismy bardzo pomocnych ludzi, dzieki ktorym udalo nam sie znalezc nocleg, no ale o tym napiszemy przy najblizszej okazji. A jutro z samego rana wyjezdzamy na polwysep Sw. Nos, aby tym razem byczyc sie na bajkalskich plazach. Przez kolejnych kilka dni.


You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. You can leave a response, or trackback from your own site.

2 komentarzy:

Ania napisał(a):

kucia!


Maciek napisał(a):

Cieszymy sie, ze niedzwiedzie byly juz najedzone i ze jedyne problemy organizacyjne to poki co krowy ;). Do zobaczenia w PL :).


Napisz odpowiedź