Witamy, tym razem piszemy z jednego z moskiewskich hosteli, gdzie w pospiechu pakujemy ostatnie rzeczy. Jutro czeka nas juz Bialorus, a tam zwiedzanie twierdzy w Brzesciu (troche nielegalnie, bo nasza tranzytowa wiza teoretycznie nie uprawnia nas do oddalania sie od dworca, no ale kto by wytrzymal na nim 6 godzin?), wieczorem bedziemy juz w Warszawie, a nastepnego dnia rano nawet w Szczecinie;)
Moskwa znowu deszczowa, wiec zdanie o niej mamy juz utarte. A dzisiaj zaliczylismy kilka najbardziej znanych miejsc, m.in. mauzoleum Lenina, ktore jest chyba najdziwniejszym pomyslem, na jaki mozna wpasc, zeby “uhonorowac” zmarlego. Tlum turystow najpierw zaganiany jest przez bramki z wykrywaczem metalu, gdzie bezwzglednie trzeba pozbyc sie wszelkiego sprzetu fotograficznego lacznie z tym z telefonow komorkowych. Pozniej w ekspresowym tempie wchodzi do piwniczki gdzie Lenin lezy w centralnym miejscu (a wlasciwie to co z niego zostalo - ponoc w zwiazku z tym ze natura jednak nie poddaje sie i dazy do naturalnego rozkladu ciala, wraz z uplywem czasu jest on coraz szczelniej ubierany. Juz teraz jedna z dloni, sila rzeczy, musi byc zlozona w piesc). Do tego jeszcze straznik co kilka metrow pilnujacy zelaznej dyscypliny. Na przyklad tempa marszu - gdy z Pawlem na chwile zwolnilismy od razu zostalismy pogonieni. Ale bylo to malutkie wykroczenie w porownaniu z trzymaniem rak w kieszeniach, czego dopuscil sie jeden z towarzyszacych nam turystow. Dla rownowagi za to kolejny jak tylko zobaczyl Lenina wyprostowal sie i zaczal bic mu poklony. Istny folwark.
Potem pojechalismy jeszcze obejrzec moskiewski uniwersytet. Okazuje sie, ze miasteczko studenckie po rosyjsku rozni sie troche od tego polskiego: zapewne wiekszosc wydzialow skupiona jest w jednym molochu przypominajacym nasz Palac Kultury. Chyba jednak wolimy rodzime rozwiazania.
Ale i tak punktem wieczoru (jak zwykle) okazala sie wieczorna wizyta w knajpie;) I tym pozytywnym akcentem zakonczymy przygode z imperium, jutro mamy nadzieje obudzic sie juz w Bialorusi. A stamtad juz tylko krok do domu. Tak wiec finalnie: do uslyszenia juz stamtad;)
You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. You can leave a response, or trackback from your own site.
