..nie chodzi tu bynajmniej o liczbe zdobytych przez nas dzisiaj szczytow. 10 to dotychczasowy rekord, ustanowiony przez dlon Tomka i kolano Janka, w ilosci zabitych komarow za pomoca jednego uderzenia. To dosc dobrze opisuje chmary, jakie nas dopadly chwile po tym jak pochwalilismy tutejsze gory pod tym wzgledem.
Przez kilka poprzednich dni wedrowalismy po chamardabanskich poloninach, lecz nasz czas w tym pasmie dobiega powoli konca. Jutro planujemy byc juz w Sludiance i zjesc pierwszy od przeszlo tygodnia normalny, knajpiany obiad. Byc moze uda nam sie znalezc dostep do internetu i uraczyc Was kilkoma tutejszymi widokami.
Wlasnie siedzimy na Piku Czerskiego, najwyzszym szczycie na trasie naszej wyprawy i pierwszym miejscu zasobnym w zasieg od kilku dni. Tutejsze gory rzeczywiscie obfituja w deszcze, ale poki co na pewno nie w komary i niedzwiedzie. A arsenal obronny czeka gotowy do uzycia..
Do uslyszenia z nastepnych szczytow!
No i stalo sie, w koncu dotarlismy na miejsce. Ostatnia godzina podrozy prowadzila trasa z widokiem na Bajkal, ktory momentalnie przykleil nas do szyb, zwlaszcza, ze obrazy z poprzednich 3 dni przebiegaly wg schematu: las brzozowy-laka-pociag w druga strone.
Planowalismy spac na dworcu, ale warunki nie przekonaly nas, wiec pomimo polnocy zdecydowalismy sie wyjsc w gory i spac w pierwszym dogodnym miejscu. Wlasnie dochodzi 3 i probujemy zasnac, co nie jest proste, bo nadal zyjemy wg czasu moskiewskiego.
Doszly nas sluchy o problemach technicznych z blogiem. Szkoda, bo wszystkie nasze notki pisane przez ten czas poszly w proznie. Byc moze w Sludiance uda nam sie skorzystac z Internetu i nadrobic stracona tresc;) Ale to na razie nic pewnego.
A poki co zostala nam mniej niz doba w podrozy koleja transsyberyjska. W Azji jestesmy juz od 40 godzin, niewiele krocej na Syberii, a krajobraz za oknem wciaz jak w lesie pod Otwockiem. Przez pewien czas weszylismy nawet spisek, ze tak naprawde ktos obwozi nas dookola Polski; no ale moze Bajkal rozwieje te watpliwosci. Przybedziemy tam po 15 czasu polskiego. Do uslyszenia juz stamtad.
Wlasciwie to mielismy juz dzisiaj nie pisac, ale chcielismy serdecznie podziekowac Babci Janka za pyszny schabik:) Poznalismy juz czworke Polakow ktorzy jada tez do Irkucka. Dalszy ciag integracji jutro. Dobranoc.
Witamy z Moskwy. Deszczowej Moskwy. Okazuje sie, ze razem z nami przesuwa sie takze front atmosferyczny. Liczylismy, ze zgodnie z prawami Murphy’ego, kupno parasoli spowoduje nadejscie lepszej pogody. Nie pomoglo. Ale do Syberii zdazymy mu jeszcze uciec.


Najtrudniejsza logistycznie czesc juz za nami - najwiekszym wyzwaniem okazal sie bowiem wyjazd z Polski, przekraczajac granice siedzielismy juz w trzecim pociagu. Pozniej bylo juz z gorki, okazalo sie nawet ze Bialorus i Rosja maja takie swoje male Schengen - od Bugu po Morze Japonskie. Jednak brak kontroli ma tez swoje wady - podczas zalatwiania meldunku pani z hostelu pierwszy raz widziala wize rosyjska bez pieczatki. Zapowiadala nam przymus gestych tlumaczen na granicy powrotnej, chyba, ze Schengen sie utrwali.
Plac Czerwony zaskoczyl nas swoimi rozmiarami - zupelnie nie widzimy maszerujacych tu defilad i manewrujacych pociskow. Lenin spal i nawet nas do niego nie wpuszczono, teraz siedzimy w przydworcowej kafejce i czekamy na pociag, ktory przewiezie nas przez kontynent, 5 stref czasowych naprzod…
Wlasnie siedzimy w czwartym pociagu dzisiejszego dnia, ale pierwszym po stronie Bialoruskiej. Pomimo braku przedzialow podrozuje sie naprawde wygodnie, gorzej tylko z plecakami. Okazalo sie, ze standardowe miejsce na nie jest juz zajete przez czarne worki z blizej niezidentyfikowana zawartoscia; pewnosc mamy tylko co do faktu, ze jest ona tansza na Bialorusi niz w Rosji, gdzie nasz pociag konczy bieg. Prowadnice zasugerowaly nam, zeby znalezc inne miejsce na bagaze i nie interesowac sie zbytnio reszta. Ok, w koncu jestesmy w gosciach;)
A jutro czeka nas juz Moskwa!
…chyba mogę tak napisać, w końcu już po północy.
Za parę godzin, chwilę po szóstej rano wsiadamy do pierwszego pociągu na naszej trasie. 5 dób później będziemy w końcu mogli wysiąść w Sludiance, naszym pierwszym syberyjskim celu.
No i dopiero wtedy się tak naprawdę zacznie.
Zapraszamy serdecznie do lektury naszych relacji smsowych, które będziemy zamieszczać na tej stronie. Z różną częstotliwością - na pewno zasięg będziemy mieli w Moskwie i podczas podróży koleją transsyberyjską, ale już nad samym Bajkałem łączność jest ponoć tylko w największych miastach - Irkucku i Ułan Ude, gdzie spędzimy tylko po jednym dniu. No ale przynajmniej będzie co wtedy relacjonować.
PS. A w ramach treningu przed syberyjskim Wielkim Jeziorem, ostatnie dwa dni spędziłem nad nieco mniejszym podszczecińskim, którego ekipę chciałem serdecznie na łamach tego posta pozdrowić:)
Plecak już zamknięty. Po dowaleniu pięciu kilo kiełbasy udało się cudem dopiąć górną klapę. Problem tylko taki, że nie wszystko się jeszcze znajduje po właściwej stronie kordury. Dotychczasowy wynik- 27kg. Kanapki na podróż do Moskwy chyba zjem jeszcze na Zachodnim.
Ostatnie spotkanie organizacyjne w minioną środę przebiegało w dość radosnej atmosferze. Jeszcze tylko zakupy jezeniowe klasyczne i lioflilizowane, które zdyszany kurier przyniósł mi na 4. piętro niemal na ostatni dzwonek i właściwie wszystko jest.
Dostałem także podarunek z rąk ( z pleców?) Jędrka i Madziary- pięciokilową siatę ekologiczną z kabanosami i kiełbasami. Znalazłem tam też herbatkę (i to nie byle jaką Sagę) z jakąś grą logiczną w postaci drewnianych kloców. Już widzę jak się z nią rozstajemy w Sludiance wysyłając ją pociągiem dalej do Chabarowska, już moja w tym głowa:)
Dokonałem też próby generalnej pakowania- nie zliczając mnóstwa drobiazgów jakie zostały po całym mieszkaniu plecak generalnie się dopiął, więc dziś pójdę spać spokojny, wiedząć że mam jeszcze w zanadrzu cudowne, niebieskie woreczki przytraczane. Pożyjemy zobaczymy.



